Fast fashion

Fast fashion- wybawienie czy zagrożenie?

Od dwóch dekad możemy zaobserwować zmiany w branży modowej. Ubrania stały się coraz tańsze, bardziej dostępne, a w dużych sieciówkach nowe kolekcje pojawiają się niemalże co miesiąc. Aby sprostać temu zadaniu, trzeba produkować nie tylko tanio ale i szybko. Tak działa dziś cały odzieżowy rynek. Oczywiście katastrofalne konsekwencje takiego podejścia możemy obserwować na wielu płaszczyznach. Począwszy od wykorzystania taniej siły roboczej w krajach rozwijających się, po rosnące góry wyrzuconej odzieży, które zatruwają naszą planetę.

Na szczęście świadomość zagrożeń wynikających z szybkiej mody na społeczeństwo i nasze środowisko wciąż rośnie. Coraz więcej osób, które z jakiegoś względu nie potrzebują już swoich ubrań, zamiast je wyrzucać, chętniej wymieniają się z innymi lub oddają je odpowiednim instytucjom. Warto sobie jednak zadać pytanie, czy rzeczywiście jest aż tylu chętnych na odzież “z drugiej ręki”, skoro półki sklepowe uginają się pod nowymi ubraniami i to za grosze?

Do rozmowy zaprosiłam Martynę Nawrocką, doktor antropologii specjalizującej się w kulturowych aspektach mody i w modzie zrównoważonej, która w grupie na fb Zero Waste napisała:

Przez osiem długich lat pisałam doktorat o modzie i choć nie dotyczył on bezpośrednio ekologii, naczytałam się wystarczająco dużo aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć wam, że waszych ciuchów prawdopodobnie nikt nie potrzebuje. Jak to ujęła pewna analityk trendów, ubrania traktuje się dziś jak zużytą prezerwatywę.

Martyna czy mogłabyś rozwinąć swoją wypowiedź?

Problem polega na tym, że podaż przewyższa popyt. Może zacznę od drobnego wyjaśnienia teoretycznego. Ta faza kapitalizmu w której w tej chwili jesteśmy, po prostu wymaga od ludzi tego, żeby kupowali jak najwięcej. Gdyby wszyscy mieszkańcy Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych naraz odmówili kupowania to mielibyśmy katastrofę. Nie uważam żeby kapitalizmem był obiektywnie zły, po prostu jak się spojrzy na historię gospodarki, ta gospodarka przechodzi przez różne fazy. W dziewiętnastym wieku wielkie europejskie firmy rozwijały się dzięki temu, że miały rynek zbytu w koloniach. Teraz już tak się nie da, więc trzeba zmusić konsumenta w Europie, by kupował, że tak powiem, za trzech. Więc co roku wymyśla się zupełnie nowe produkty, które są nam często zbędne. Na tym stoi rynek. To nie jest żaden spisek producentów ani interwencja szatana, po prostu, żeby gospodarka się rozwijała, pieniądz musi krążyć.

A co na to społeczeństwo?

Oczywiście ludzie mają tego już dość, bo po co komu czwarty odkurzacz albo piętnasta sukienka. I stąd wszystkie te ruchy typu slow fashion. Chodzi mi o to, że cała współczesna zachodnia ekonomia krąży wokół tego, by namówić nas do kupowania. Wiesz, że kiedyś ubrania czy pościel były tak cenne, że dawało się je w posagu pannie młodej? Wiozła taka ze sobą skrzynie, w której była pierzyna, obrusy, koszule. Ubrania się dziedziczyło. Ale żeby kapitalizm mógł się rozwijać, trzeba sprawić, by koszula po mamie była obciachem. Ponieważ kapitalizm nie zna równowagi – musi ciągle chcieć więcej, iść dalej, rozwija się albo zapada – to trzeba było przekonać ludzi, że nie tylko koszula po mamie, ale koszula sprzed 5 lat jest obciachem. Musi być ruch na rynku, ludzie muszą kupować coraz więcej i częściej. Więc co? Ubrania stają się coraz tańsze. By były tańsze muszą być gorszej jakości. Wyobraź sobie dzisiejsze nastolatki. Kupuje dziewczyna koszulkę za 15 zł, jedzie w góry, wylewa się na nią piwo, nie ma jak wysuszyć. Więc? Wyrzuca. Jedzie na wycieczkę i ma nadbagaż, z czego zrezygnuje, z wina czy ze spodni? Ubrania są tak tanie, że jeśli chodzi o wartości, są na samym końcu. Ma to oczywiście koszmarne konsekwencje, bo przemysł odzieżowy jest chyba w pierwszej trójce najbardziej zanieczyszczających przemysłów. Zaraz po paliwowym i mięsnym.

Jaka jest twoim zdaniem przyszłość przemysłu odzieżowego? Czy ruchy typu slow fashion to tylko chwilowa moda?

Slow Fashion to tylko słowa. Za dwa lata ten ruch może zniknąć. A wszyscy będą się podniecać np modą hygge, wabi-sabi, normcore albo czymś jeszcze innym. Ale kierunek jest oczywisty. Będzie się produkować mniej, a ludzie będą wybierać ciuchy lepszej jakości. To, że ludzie w Europie Zachodniej mają już tak po uszy wszystkiego materialnego. Naprawdę niewiele szczęścia daje im kupienie kolejnego telewizora kolejnego pakietu telefonicznego albo lodówki, która z nimi rozmawia. I w związku z tym, teraz jest nacisk na to, żeby sprzedawać nie produkt materialne ale doświadczenia. To na przykład widać na tym jak sprytnie wprowadzono modę na bieganie i nagle wszyscy biegają. Teraz jest zresztą bardzo pożyteczna moda na zbieranie śmieci, ja jestem przekonana, że za trzy miesiące w h&mie będzie można kupić rękawiczki wielorazowe w gwiazdki.

No więc, teraz geniusze marketingu rozkminiają jak sprzedać doświadczenia, czyli wycieczki dookoła świata, skoki na bungee, joga w powietrzu, ślub pod wodą i tak dalej. Ekonomia doświadczenia to przyszłość, bo ludzie już mają wszystko i jedyne co nam jeszcze sprzedać to ciekawe przeżycia. W tą stronę pójdzie przemysł a sama odzieżówka będzie się trochę kurczyć. Na przykład ł we wszystkich centrach handlowych są teraz organizowane akcje typu zakupy ze stylistką, gdyż samych ciuchów już nie sprzedaż. Musisz sprzedać przeżycia związane z nimi.

A co z sieciówkami?

Myślę, że główne sieciówki przetrwają ale przestaną powstawać nowe. Za to powstanie nisza dla firm zajmujących się redystrybucją, szyciem ciuchów, przerabianiem ciuchów. Na przykład ostatnio poznałam chłopaka, który wymyślił kolekcję która składa się z białych i czarnych rzeczy, które właściciel może sobie później sam ozdobić jak chce na przykład zafarbować, pomalować. Myślę, że bardzo dobrze wyczuł na czym teraz będzie polegać moda.

Z drugiej strony dużo ludzi jest leniwych i nie chce im się przerabiać, skoro łatwiej jest kupić nowe ubrania za grosze. Niby chcemy być oryginalni ale i tak większość ulicy wygląda tak samo. Bo ludzie kierują się modą, a nie tym w czym dobrze wyglądają. Tak jest z ludźmi którzy nie mają pomysłu na siebie albo odpowiedniej wiedzy. I oczywiście ma na to wpływ reklama która nas cały czas bombarduje.

Dla ludzi którzy nie interesują się modą powstaną wersje gotowe. Z tym, że będzie ich mniej, będą lepszej jakości i generalnie, rynek odzieżowy skurczy się względem rynku związanego z krawiectwem. Żeby korzystać z usług krawca nie musisz mieć pomysłu na swój wizerunek. Musisz zobaczyć reklamę która mówi, że powinnaś korzystać z usług krawca. Ale to szczegóły. Nikt nie wie jak dokładnie będzie, czy będziemy chodzić do krawca czy drukować ubrania na drukarkach 3D. Wiadomo tylko, że rynek masowy się kurczy. H&m pewnie następnej dekadzie jeszcze nie padnie ale żadna nowa sieciówka o tym zasięgu już nie powstanie.

Martyna bardzo Ci dziękuję za rozmowę. A dla wszystkich tych osób, które chciałyby dowiedzieć się jeszcze więcej na temat  upcyklingu, ekologii oraz odpowiedzialnej mody, zapraszam na funpage Martyny na fb Przetwórnia